<<< poprzedni nr          Głos Parafialny nr 94        następny nr >>>

Największy Cud Ojca Pio

 „Po konsekracji i podniesieniu na jego twarzy widać było coś niezwykłego. Ludzie mówili: — Wygląda jak Jezus!”. Te słowa jednego ze świadków Mszy Świętej sprawowanej przez Ojca Pio wyrażają najgłębszą prawdę o nim jako kapłanie — „drugim Chrystusie”. Jak „Padre Pio” przeżywał Eucharystię? W jaki sposób za jej pośrednictwem apostołował? Ojciec Pio — Franciszek Forgione — poświęcił się Bogu już jako mały chłopiec. Tak wspominał to wydarzenie: „Miałem wtedy pięć, może sześć lat. Wtedy nad wielkim ołtarzem ukazało mi się Serce Pana Jezusa i uczyniło znak, bym się zbliżył do ołtarza. Jezus położył rękę na mej głowie, pragnąc w ten sposób potwierdzić, że podoba Mu się to moje postanowienie ofiarowania się i poświęcenia Jemu...”. Na prymicyjnym obrazku Ojciec Pio wypisał słowa, które stały się programem jego kapłańskiego życia: „Jezu, tchnienie mego życia, oto drżący unoszę Cię do góry w misterium miłości. Obym wraz z Tobą był dla świata Drogą, Prawdą i Życiem, a dla Ciebie był świętym kapłanem, doskonałą ofiarą”. Przez ponad 58 lat, codziennie, podczas Eucharystii łączył się duchowo z Chrystusem Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym. Ostatnią Najświętszą Ofiarę sprawował 22 września 1968 roku - dzień przed swoją śmiercią.

Napisz do nas Mapa strony Msza On-Line

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Wiara i nawrócenie

Był człowiek, który wszystkim wokół mówił, że życie swoje zbudował na Bogu, że mu zaufał do końca. W miejscowości, w której mieszkał pewnej wiosny zdarzyła się powódź. Woda z każdą godziną się podnosiła, został ogłoszony stan klęski powodziowej. Wszyscy uciekali z tym, co mogli zabrać ze sobą. Jego rodzina opuściła dom, mówiąc do niego: „Dlaczego nie idziesz, na co czekasz?” Ja zawierzyłem Bogu - On mnie uratuje. A woda się podnosiła.  Już nie można było wyjechać, czy uciec. Pod jego dom podpłynęła łódź zbierająca tych, którzy nie zdążyli. Ale usłyszeli: Ja zaufałem Bogu, On mnie uratuje. Woda sięgała już dachów domostw, przeniósł się więc do pokoju na poddaszu. Przypłynęła kolejna łódź ratownicza. On jednak nie dał się się wciągnąć do łodzi. Bóg sam mnie uratuje. A woda niestety podnosiła się dalej. Usiadł więc na kominie swego domu. Wtedy przyleciał helikopter, który szukał, czy ktoś jeszcze nie został na terenach ogarniętych powodzią. On jednak nie przyjął pomocy, bo Bóg go sam zbawi. I tak w końcu utonął i znalazł się przed majestatem Boga. Boże jak mogłeś mnie zostawić, dlaczego mnie nie ocaliłeś - mówił. Przecież ja Ci tak zaufałem, zawierzyłem. Bóg odpowiedział: Trzy razy wyciągałem do ciebie dłoń. Posłałem ci jedną łódź, potem drugą, a w końcu nawet helikopter. Jednak odrzuciłeś moją pomoc.